8 lutego 2014

Kosz na głowie, czyli nie dajmy się zwariować

kosz na głowie, czyli nie dajmy się zwariować
<źródło>
Za nami nieprzespana noc. Nie o tym rzecz jasna ma być ten wpis, ale od tego muszę zacząć. I kiedy tak leżałam patrząc w ciemność, rozmyślałam o różnych rzeczach. Między innymi o tym, jacy właściwie są ci dzisiejsi młodzi ludzie. Tyle słyszy się wokół: "ale ta młodzież niewychowana" i "co z tymi młodymi ludźmi?".
A ja mam w tym temacie dwa spostrzeżenia.


Pierwsze wcale nie dotyczy bezpośrednio młodych, a związane jest z sytuacją bliską niejednej kobiecie. Otóż , jak wiadomo, mam dwoje dzieci. Oboje urodzili się w miesiącach zimowych, a ponieważ czułam się dobrze toteż podróżowałam właściwie do samego końca z mocno widocznym i podkreślonym dodatkowo zimowym odzieniem brzuchem. I wierzcie mi lub nie, ale za każdym razem, kiedy wsiadałam do autobusu, to osoby mówiące: "ach, ta dzisiejsza młodzież" odwracały wzrok i udawały, że mnie nie widzą. A może po prostu jestem taka gruba sama z siebie (choć w mojej opinii jest inaczej). Nie żebym się skarżyła, ale gdzie tu sens i logika? Kto miał tym niewychowanym pokazać, jak żyć? Jak się zachować?

Drugie moje spostrzeżenie jest zgoła inne i dotyczy moich wychowanków. Od jakichś trzech lat organizuję w mojej szkole wolontariat. Co jakiś czas zbieram grupę uczniów i jedziemy na zajęcia do Domu Małego Dziecka (dla porządku przyjmijmy, że nazywa się "Tęcza"). Do początku tego roku (mam na myśli rok  szkolny) wyglądało to tak, przychodziłam do określonej klasy i mówiłam: "w najbliższy piątek jedziemy do "Tęczy". Tymczasem od września mam do czynienia z bardzo wyjątkowym zespołem. Co o tym świadczy? A choćby to, że zamiast w nagrodę pójść do kina (wygrali uczciwie bilety) woleli pojechać do dzieciaków. A na pytanie jednej z wychowawczyń: co robią w ferie, odpowiedzieli,że oczywiście przyjeżdżają do maluchów. Nie muszę dodawać, że przy każdej sposobności zabiegają o kolejne zajęcia w "Tęczy". Ktoś powie; na pewno maja z tego jakieś profity. A guzik. Oprócz czystej radości wychowanków Domu Dziecka nie oferowałam im niczego więcej. WIELKI SZACUNEK. Patrząc na moich wolontariuszy myślę, że może nie jest jednak tak źle z naszym młodym społeczeństwem?

I na koniec słowo wyjaśnienia odnośnie tytułu postu. Tak, są takie jednostki w szkołach, które stwarzają problemy. Ale są zarówno po stronie uczniów, jak i nauczycieli. Prawdopodobnie mój pogląd nie zyska specjalnej aprobaty środowiska i nigdy nie będzie popularny, ale takie mam zdanie. A to, czy pozwolimy sobie założyć kosz na głowę (nawet ten metaforyczny), zależy tylko od nas. Pokażmy dzieciakom,że można żyć inaczej, że język agresji daleko nas nie zaprowadzi. W końcu nie trzeba być nauczycielem z wykształcenia, żeby kształcić i kształtować.

O tym właśnie myślałam podczas dzisiejszej noc...


zakręcony belfer

UDOSTĘPNIJ TEN POST

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój komentarz :)

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.