12 czerwca 2014

Przygotowania, przygotowania...

kalendarz

Wrzesień. Ruszają przygotowania do trzeciej już edycji Konkursu Filmowego „Lektury w kadrze”. Wszystko jest na razie w fazie projektu. Organizatorzy siadają z kalendarzem w ręku i planują kolejne kroki realizacji.



Od czego zaczynamy? Wbrew pozorom nie od szukania patronów. Ich listę ustaliłyśmy już jakiś czas temu. A zaczynamy od wprowadzenia niezbędnych poprawek w karcie zgłoszenia i regulaminie. Poprzednia edycja wykazała, że występują w nich jeszcze pewne nieścisłości. Byłoby idealnie, gdyby oba dokumenty były jednoznaczne i nie pozostawiały pola do interpretacji (z tego zwykle wynikają niepotrzebne nieporozumienia na linii organizatorzy-uczestnicy).

Poprawki wprowadzone. Czas słać podania do patronów. Jeśli kiedyś zastanawialiście się, jak skonstruować listę instytucji, do których warto wystąpić o pomoc, to zdradzę Wam sekret. Siądźcie i spiszcie wszystkich, którzy przyjdą Wam do głowy. Ostatecznie przez Internet (a tak zwykle rozsyłamy pisma) nikt Was nie ugryzie, a czasem okazuje się, że najbardziej zaskakujące pomysły przynoszą najbardziej owocne rezultaty w ramach współpracy. Warto też pamiętać, że o niektóre patronaty występuje się dla podniesienia rangi wydarzenia (z góry wiadomo, że raczej pomocy w formie nagród, gadżetów itp. spodziewać się nie można).

Jest styczeń. Znamy już z grubsza listę instytucji, które udzielą nam poparcia. Teraz czas na rozmowy. Nie jest dla nikogo tajemnicą, że zdobycie wsparcia finansowego, czy chociażby drobnych podarunków dla uczestników konkursu, jest trudne. Dlatego z częścią patronów spotykamy się osobiście (choćby z przedstawicielami). Jeszcze raz opowiadamy o całej idei naszego przedsięwzięcia, chwalimy się dotychczasowymi osiągnięciami. Skutek jest bardzo różny. Niektórzy mówią: wow, jesteście super, wspólnie zastanówmy się jak możemy Wam pomóc. Częściej jednak kończy się na: przykro mi, ale nie możemy Was dodatkowo wesprzeć. Jedno jest pewne. Nie można przejmować się zbytnio odmowami. I my też, nauczone oświadczeniem, nie zatrzymujemy się nad tymi drobnymi niepowodzeniami. I tak ostatecznie zdobędziemy jakieś upominki.

klaps Równolegle ze staraniami o upominki rozszerzamy bazę kontaktową osób, do których skierujemy zaproszenie do wzięcia udziału w konkursie. Do adresów mailowych osób, które wzięły udział w pierwszej bądź drugiej edycji, dodajemy jeszcze adresy placówek prowadzonych poza granicami Polski. Jak się okazało i w tych szkołach jest zainteresowanie naszą inicjatywą. Skoro jeden zespół nakręcił film, to może i inne zechcą? Niczego nie ryzykujemy, nie tracimy, a możemy tylko zyskać. I to nie tylko w aspekcie kolejnej pracy konkursowej, ale również z perspektywy współpracy pomiędzy naszą szkołą, a tą mieszczącą się przy Ambasadzie.

Oczywistym jest również, że prosimy administratorów stron kuratoriów oświaty o zamieszczenie naszego zaproszenia. Niektórzy chętnie to czynią, inni odsyłają nas do swojej bazy teleadresowej i proponują przesłanie informacji bezpośrednio do szkół. Choć może się wydać, że to syzyfowa praca, czasem podejmujemy ten trud. Znajdźmy pozytyw- poszerzamy naszą bazę, w przyszłym roku będzie łatwiej.

W marcu zaczynamy wypatrywać pierwszych prac konkursowych. Zrobiliśmy już wszystko, co można było, żeby zachęcić do wzięcia udziału w „Lekturach w kadrze”. Teraz możemy już tylko czekać.

Prawdziwe szaleństwo zaczyna się pod koniec kwietnia. Trzydziestego upływa termin nadsyłania prac. Dzieje się, oj dzieje. I jeszcze telefony i maile: wysłaliśmy ostatniego dnia po południu, czy to się liczy? Oczywiście, że się liczy. Cierpliwie rozwiewamy wszelkie niepewności. W ogóle szanujemy tych, którzy zechcą się z nami kontaktować. Na ile jest to możliwe udzielamy informacji.

Już po wstępnej selekcji, zostało dwadzieścia prac. Tyle obejrzy i oceni Jury w pełnym składzie. W końcu udało się dopasować termin, który odpowiada wszystkim. Nie było to łatwe. Żeby tylko dyskusje nie przeciągnęły się do nocy. A jest o czym dyskutować. Tegoroczny poziom prac jest naprawdę wysoki. Pożyjemy, zobaczymy.

kinematograf Kiedy znamy już laureatów, zaczynamy zapraszać ekipy. Po prostu łapiemy za telefon i pytamy, czy nie chcieliby przyjechać na Galę. Bez podawania miejsca, informujemy tylko o tym, że Jury doceniło tę konkretną adaptację. Najczęściej taki argument wystarczy. Chętnie przejadą się do Łodzi (choćby z Gorzowa Wielkopolskiego). Zwłaszcza, że udało się, dzięki przychylności władz Łódzkiej Filmówki oraz za sprawą członków Stowarzyszenia „Ars Visa” zorganizować demonstracyjny warsztat dla Laureatów.

Zbieraniem informacji o obecności uczestników zajmuje się jedna osoba, a druga tworzy listę oficjeli, który zapowiedzieli się na Uroczystej Gali. Jak to dobrze, że podobnie, jak w poprzednich latach, Muzeum Kinematografii udostępniło na tę okazję swą Salę Kinową. Będzie piękna oprawa podsumowania.

I nadchodzi Wielki Dzień. I dla nas, organizatorów, i dla uczestników. Wszystko dopięte na ostatni guzik, ale pewien niepokój pozostaje. Czy się uda? Czy wszystko przebiegnie zgodnie z planem? Ale to już temat na zupełnie inną historię.


PS Od strony technicznej przedsięwzięcie pod tytułem „Lektury w kadrze” obsługują dwie osoby. Czy to dużo? Nie wiem. Wiem tylko, że jeśli się czegoś bardzo chce, to można to zrealizować. Bo po to są marzenia.
wasz belfer

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za Twój komentarz :)

Copyright © 2016 zakręcony belfer , Blogger